.:KSIĘGA GOŚCI:.

LINKI


o skokach
O Svenim
zakochana stronka
Boardzik
moja boska klasa
Antibes
ukochana drużyna
bez nich skoki i siatka nie bylyby takimi boskimi imprezami..




##############

Moja jedyna...
ukochana....
Nadzieja...
Wiara...
Wolność...
umarła...
Arek czekaj tam na mnie...

#############







...kocham tych panów...







about me:

name: Marta
nick: kcsik
city: Kraków
birthday: 2nd April
school: III LO
e-mail: kcs_87@wp.pl
gg: 6859676


BLOGI
Gyrapha
Delfina
Paulina
Madzialek
Hautka
Iza
Nina
kiimisiek
Misiek
Gabi
Natalai
Metal
Ula
Holli
Olga
blog Moniki o siatkówce
Maciek




O SIACIE :D

Klub Areczka

Archiwum

2006
październik
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec



Blog.pl


design by Michelle




Ruchome piaski


Ja...zamknięta szczelnie w swej skorupie.
Ja...powoli staram się zrozumieć, czemu...chroniłeś mnie.
Wiem...że ciągle próbowałeś pomóc.
Wiem...że miałam Twoje słowa za nic.
Wiem już...myliłam się.

Teraz gdy w ruchomych piaskach tonę i kiedy cała przeszłość przed oczami...rozumiem, rozumiem swój błąd.
Lecz cofnąć się nie mam szans.
Kiedy ziemia niknie pod nogami i kiedy wiem, że mogłam wszystko zmienić... rozumiem, już rozumiem swój błąd!!
Lecz za późno już.

Ty...wiedziałeś którą wybrać ścieżkę.
Ty...umiałeś chwycić mnie za rękę,
Kiedy spadałam w mrok.
Dziś...brakuje mi Twej dobrej rady.
Dziś...nie umiem sobie z tym poradzić.
Dzisiaj...zapadam się.



["Ruchome piaski" K. Stankiewicz]




Już za późno.
Nie cofnę czasu.


____[']['][']____


kcsik 2006-10-28 21:24:13


skomentuj (2)




..:: ZAKOPANE 2006 ::..


Zawsze,kiedy piszę notkę o Zakopanym,coś się we mnie dzieje.To niezwykłe miejsce.Miejsce,które budzi tyle wspomnień,daje tyle siły,sprawia,że człowiek nie myśli o szarej rzeczywistości,o tych wszystkich złych rzeczach,które nie dają mu spokoju na codzień.Ja tak miałam zawsze.
Zawsze...aż do tego roku.Teraz nie dało się bawić jak zwykle.Tegoroczne zawody odbywały się raczej w smutnym nastroju,w melancholii i zadumie.
Sobota-ten magiczny wieczorny konkurs,podczas którego całe Zakopane,26 tysięcy ludzi na trybunach i kilkanaście tysięcy dookoła skoczni..wszyscy gdzieś odpłyneli.Ten,kto tego nie przeżył niczego nie zrozumie.Telewizja niczego nie pokazuje.Tam trzeba być...
Skoczkowie i ich skoki to jedno,atmosfera to drugie...i to ona tak działa na ludzi.A na nią składają się emocje,kibice,muzyka i w ogóle sposób prowadzenia zawodów.Uwielbiam G.Kułagę i M.Magierę za to co robią.Za to jak traktują ludzi,jak potrafią działać na nich swoimi komentarzami i puszczaną muzyką.Większość ludzi jedzie do Zakopanego zobaczyć skoki i w ogóle skoczków,czy jakieś sławne osobistości..a jadę tam chyba po to,by znowu usłyszeć Magierę,jego teksty,które znam już przecież na pamięć,by znowu słuchać piosenek,które puszczają na każdym konkursie w Zakopcu i na każdym meczu siatkarzy...dlatego tak bardzo to kocham.W sobote,w przerwach miedzy skokami,Kułaga puszczał dokładnie to co było na Memoriale...Boże...słuchając tych piosenek miałam przed oczami Arka...ja dokładnie pamiętam wszystko co on robił podczas każdej z nich...znowu powróciłam myślami do Olsztyna...do Urani...do meczu z Holendrami...wtedy widziałam go po raz ostatni...i to właśnie ten mecz będę pamiętała do końca życia...te ostatnie chwile z nim.Żywym i prawdziwym.Wcale nie takim grzecznym i cichym,za jakiego go miało większość kibiców,ale za to naturnalnym..nie wymyślnonym.
Pamiętam Zakopane sprzed roku...szalony czas,zabawa,niezwykła radość...jakże wiele się zmieniło od tamtego czasu...jak wielu ludziom zmieniło się życie..a jak wielu ludzi zostało go pozbawionych...

Wtedy,słuchając Magiery,oglądając Adaśka i innych,wspominając Arka,nie wiedziałam co dzieje się kilkadziesiąt kilometrów od nas.Bawiliśmy się,nie mając pojęcia o tym,że tam...w Katowicach..tyle osób umiera.
Tak naprawdę o wszystkim dowiedzieliśmy się dopiero w niedzielę rano.Ludzie mówili tylko o tym,płakali..nikt nie myślał o zabawie pod Krokwią.Byłam pewna,że odwołają te zawody.Zresztą i tak mnie to już nie obchodziło.Takie nieszczęście,tak "bezsensowna tragedia",która pozbawiła życia tylu ludzi..Siedziałyśmy na trybunie.Wtedy jeszcze nie było wiadomo,jaka padnie decyzja odnośnie konkursu.Magiera ogłosił,że nie będą puszczać żadnej muzyki,nawet gdyby konkurs się odbył...że jedyne co puszczą na koniec to Mazurek,gdyby Adaś wygrał.Ludzie przestali trąbić,przestali śpiewać.Zapadła cisza.Ja siedziałam i nie wiedziałam co robić,nie wiedziałam nawet co myśleć.Wszystko znowu było tak trudne,tak dziwne...tak cholernie przykre.Nie mogłam znieśc tego,jak jakieś dziewczyny,które stały obok nas miały straszne pretensje o to,że jest możliwość odwołania konkursu.Nie obchodziło ich,że ponad 60 osób zginęło.Przecież wśród nich mógł być każdy..znajomy,krewny...każdy z nas.Ale dla nich najważniejsze było zobaczyć skoczków.Niekoniecznie skoki-ale skoczków.Nie rozumiem takich ludzi...po prostu nie rozumiem...
Jednak konkurs się odbył.Kibice zachowali się wspaniale.Było cicho,modliliśmy się wszyscy,co pewien czas klaskaliśmy jak ktoś dobrze skoczył.Nie było fajerwerków,czy innych urozmaiceń,jak dzień wcześniej.To był zupełnie inny konkurs.I tak większość z nas była myślami zupełnie w innym miejscu..

O tym co robiłyśmy w tzw międzyczasie nie będę tu pisała bo nie uważam żeby to było najważniejsze.Ja ten weekend przeżyłam na swój sposób.I myślę,że każdy kto tam był,miał swoje własne odczucia czy przemyślenia..Nie wyobrażam sobie,żeby mogło być inaczej...






kcsik 2006-01-31 12:35:33


skomentuj (5)




jaki był dla mnie rok 2005?


Nigdy nie lubiłam podsumowywać.Nigdy nie chciałam tego robić,bo kojarzyło mi się to z końcem.Z końcem życia.Jednak rok 2005 dał mi wiele...ale jeszcze więcej mi odebrał.Teraz już mi na niczym nie zależy.Dlatego chyba piszę tę notkę.Bo może to już jest koniec...?

Jak się zaczął?

Początek roku był niezwykły.Inni niż we wcześniejszych latach.Zakopane...tak wspaniałe chwile pod skocznią.Taka radość,taki spokój.I tyle boskiej zabawy...dzięki skoczkom,atmosferze,ale także dzieczynom z którymi tam byłam.Dziękuję...
W styczniu poznałam też chłopaka,który coś wniósł do mojego życia.Coś,czego wcześniej nie było.Mimo,że tak wiele razy się kłóciliśmy,bo wkurzało go to,że Arek tyle dla mnie znaczył.Mimo tych wszystkich docinek i głupich żartów i nieporozumień ważne było,że on jednak był.Chciał być.
Dzisiaj mogę powiedzieć Ci tylko "bądź z nią szczęśliwy".

Moje osiemnaste urodziny...
Dla większości ludzi 18stka to dzień szczególny,przełomowy,ale przede wszystkim szczęśliwy.Mój taki nie był.Zamiast świętować i się cieszyć płakałam.Dlaczego? Bo wtedy poraz kolejny odszedł ktoś dla mnie ważny.Zmarł Wielki Człowiek,Jan Paweł II.

Boże Ciało...
Dzień który zwykle kojarzy się wszystkim z końcem roku szkolnego,a więc jest dniem radosnym.Dla mnie znowu nie był...Radek Nowak,chłopak którego znałam od dziecka i podziwiałam za jego miłość i przywiązanie do naszego kraju,przyjechał do Polski tylko na kilka dni by odebrać dowód.Zabili go...
a ja nie mogłam się z tym pogodzić.Do tej pory nie potrafię.

Wakacje...
To najpiękniejsza część całego roku.Wszystko zaczęło się meczem w Spodku i od słów Arka "muszę zadzwonić".Potem było już tylko lepiej.Wyjazd do Hiszpani,cudownego kraju,wtedy też poznałam wspaniałych ludzi,z którymi spotykam się do tej pory.Jesteście boscy...
Jednak najważniejszym punktem wakacji był Memoriał Huberta Wagnera.Te raptem trzy dni dały mi tyle siły i tyle radości ile nie udało mi się zaznać przez całe życie.Czułam,że moje życie właśnie dopiero się zaczyna i niepotrzebowałam niczego ani nikogo poza tymi wszystkimi którzy byli tam ze mną.Mówiąc skrótowo: Holendrzy,Nummerdorek,afera z Kadziem,Secesja,impreza,vipy,Martuś,która zawsze była pierwsza na hali,Arek uciekający przed dziewczynami na czwarakach po schodach,podczas gdy Kadziu robił nam focię z Winiarem,Bodzio...to wszystko było dla mnie jak sen,a z drugiej strony było takie normalne...
Ale już tydzień później byłam z dziewczynami w Zakopcu,gdzie oczywiście też musieli się na mnie napatoczyć siatkarze,bo wiadomo,gdzie ja,tam i oni.Oprócz tego królowałyśmy oczywiście na dyskotekach,gdzie nie zabrakło też naszyh nowych skocznych kumpli,prawda?

16 września...

Dzień,w którym moje życie się skończyło.Jeden moment,podczas którego odebrano mi ostatnią nadzieję.Arek zginął w wypadku samochodowym.On umarł a razem z nim umarło wszystko co kiedyś było moją siłą.Wszystko stało się dla mnie takie zamazane i tak obojętne..jednak wtedy wiadomość o jego śmierci w ogóle do mnie nie dotarła.Nie mogłam uwierzyć...wciąż byłam przekonana że jest jeszcze szansa...że jeszcze się obudzi...
to nie był najgorszy dzień w moim życiu...tym dniem był...

...20 września tego roku...
Całą mszę w Katedrze pamiętam jak przez mgłę.Był zaledwie kilka metrów ode mnie,a jednocześnie był tak strasznie daleko.Ludzie dotykali jego trumny.Ja się nie odważyłam...nie mam odwagi pogodzić się z jego śmiercią.Jednak wtedy wiele do mnie dotarło.Arek,dziękuję Bogu za to że zesłał mi kogoś takiego jak Ty.Myślę,że już teraz,będac Tam z Nim, wiesz dlaczego...
W moim sercu i tak na zawsze zostanie zdanie "Arek-Ty wiesz". Bo Ty już wszystko wiesz...

Koniec roku....
Teraz żyję z myślą,że straciłam wszystko co mogłam.Z wieloma ludźmi urwałam kontakt.Momentami tracę też kontakt z codzienną rzeczywistością.Być może tak jest łatwiej...nie dochodzę do siebie,wiem,że już nigdy nic nie będzie takie jak było.Nigdy nie będzie tego pełnego szczęścia.Nie będzie,bo brakuje tu kilku tak ważnych osób...
Kiedyś ktoś mi obiecywał,że rok 2005 będzie szczęśliwy.Jakże bardzo się pomylił...


kcsik 2005-12-21 00:18:37


skomentuj (16)




Nie,Ty Nie Odszedłeś.Nie Od Niej.Nie Ode Mnie.


Stała przed dużym krzyżem.Było ciemno,a ona stała sama i próbowała się modlić.Płakała.Nie mogła zapomnieć o 16tym września.Nie mogła zapomnieć o tym,że jego już nie ma.Nie mogła wyrzucić z pamięci tych wszystkich chwil,które dawały jej siłę.Tych samych które teraz zadają jej tyle bólu.
Nagle stało się coś dziwnego.Poczuła ciepło,czuła że ktoś ją obejmuje,choć nie mogła dostrzec jego rąk.Odwróciła głowę,ale nikogo nie zobaczyła.Mimo to wiedziała,czuła całą sobą,że to on.Że to właśnie on.
Nie była przestraszona.Choć jej oczy go nie widziały,jej serce dostrzegało każdy szczegół.Był jak zawsze.W ogóle się nie zmienił.Nie mogła zebrać myśli.Usłyszała tylko kilka zdań:
"Chcę powiedzieć ci coś ważnego.Nie płacz-słuchaj.Podjąłem się pewnej ważnej misji.Bóg mianował mnie twym Aniołem Stróżem.Jestem przy Tobie.I będę.Pamiętaj,nie jesteś i nie będziesz sama."Tego co było dalej,nie wie nikt.Ona pamięta tylko tyle,że nie spanikowała,nie skakała z radości.Poczuła w sobie spokój.Spokój,który on jej dawał za życia i który nadal jej ofiaruje.On dla niej po prostu był.I on po prostu będzie.

Czy tak było naprawdę?Czy to tylko sen?Skryte marzenie?A może ona go widzi i słyszy za każdym razem gdy jest sama,gdy czuje w sobie taką pustke,gdy patrzy przed siebie i nie może już znaleźć miejsca na tym świecie?

Tego nie wie nikt.Nikt poza nią,Bogiem i nim...


kcsik 2005-12-06 20:57:34


skomentuj (8)




....już nic nie będzie jak dawniej....


" Hubert Wagner tworzy w Niebie drużynę marzeń...potrzebował Arka."



jest we mnie tak pusto...tak ciemno...tak strasznie...

...i ten znicz zapalony dla Ciebie...





W górę serca...


kcsik 2005-11-03 18:32:42


skomentuj (3)